Zapomniana bestia Hondy: H22 z lat 90. za grosze, a bije na głowę K20
Silnik H22 Hondy to prawdziwy diament wśród używanych aut. Niby stary, a wciąż potrafi zaskoczyć osiągami i trwałością. Sprawdzamy, co kryje ta zapomniana konstrukcja i dlaczego warto się nią zainteresować.
Gdy mówi się o kultowych silnikach Hondy, większość od razu wymienia K20 lub B18. A to błąd. Pomiędzy nimi jest jeszcze jeden – H22. Wprowadzony w 1991 roku, przez lata służył w modelu Prelude i kilku innych. Dziś, na rynku wtórnym, można go dorwać za śmieszne pieniądze. H22 to silnik, który bije na głowę nowsze konstrukcje w kwestii trwałości i potencjału tuningowego. Dlaczego właściwie?
Dlaczego H22 jest lepszy od K20?
Wbrew pozorom, starszy H22 ma kilka przewag nad nowszym i bardziej popularnym K20. Przede wszystkim – undersquare. To oznacza, że skok tłoka jest dłuższy niż średnica cylindra. Taka konfiguracja generuje wyższy moment obrotowy przy niższych obrotach. W praktyce: H22 czuć elastycznością już od około 3 000 obr./min. K20 potrzebuje wyższych obrotów, by obudzić się do życia. Do tego H22 ma wkładki cylindrowe z włókna metalowego (FRM), które lepiej odprowadzają ciepło i są lżejsze od żeliwnych. Sęk w tym, że gdy już ulegną zużyciu, nie da się ich przetoczyć – trzeba wymieniać cały blok. Warto o tym pamiętać, oglądając używane Prelude czy Accord z tym motorem.
Na co uważać przy zakupie auta z H22?
Honda H22 to silnik, który potrafi przejechać 400–500 tys. km bez większych problemów. Są jednak słabe punkty, na które trzeba zwrócić uwagę. Przede wszystkim: paski rozrządu. Zastosowano tu pasek, nie łańcuch. To oznacza konieczność wymiany co około 100 tys. km. Zaniedbanie grozi kosztowną naprawą. Drugim częstym problemem są właśnie wkładki FRM – jeśli silnik bierze olej w nadmiarze (powyżej 1 litra na 1 000 km), to znak, że wkładki są zużyte. Wtedy jedynym sensownym rozwiązaniem jest wymiana na żeliwne wkładki, co kosztuje około 2–3 tys. zł. Trzeba też pamiętać o regulacji zaworów co 24–48 tys. km. Dobra wiadomość: H22 ma kute korby i korbowody, a w wersjach do 1996 roku – zamknięty blok, co czyni go idealnym do doładowania. Przy montażu turbiny spokojnie wytrzymuje 350–400 KM bez otwierania silnika.
Które auta z H22 warto kupić?
Najłatwiej trafić na Honda Prelude z lat 1992–2001. To model, który najczęściej występował z H22, zwłaszcza w wersji H22A1. Dobry egzemplarz za 5–8 tys. zł to norma. Można też spotkać Hondę Accord z H23 (2.3 l) – rzadszy, ale też wart uwagi. Przy zakupie warto sprawdzić historię wymiany paska rozrządu i zwrócić uwagę na dźwięki z układu rozrządu. Po odsłuchaniu na zimnym silniku – stuki lub terkotanie mogą oznaczać zużyte napinacze lub pasek. Pamiętaj: H22 nie jest silnikiem do jazdy miejskiej w korkach. Długi skok tłoka i konstrukcja z dolnym wałkiem wyważającym powodują, że przy niskich obrotach (poniżej 2 000) pracuje nierówno. To normalne. Jednak przy prędkościach autostradowych pokazuje pazur – kręci do 7 400 obr./min i brzmi bosko. Ceny części zamiennych są niskie, bo wiele podzespołów pochodzi z innych modeli Hondy. Serwis Carbuzz szczegółowo opisuje historię i możliwości tuningowe H22, podkreślając, że to jeden z najbardziej niedocenianych silników japońskiego producenta.
Jeśli szukasz auta z duszą, które nie kosztuje majątku i daje radość z jazdy – zapomnij o nowych „komputerach na kółkach”. Kup Prelude z H22. I nie martw się, że nie jest to K20 – to właśnie ta zapomniana bestia może okazać się twoim najlepszym motoryzacyjnym wyborem.


