Przejdź do treści
Ubezpieczenia i koszty

Symulatory jazdy w szkoleniach kierowców. Gdzie można z nich skorzystać i co dają?

Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Katowicach szkoli na zaawansowanych symulatorach strażaków, policjantów i kierowców zawodowych. Technologia pozwala trenować sytuacje niemożliwe do bezpiecznego odtworzenia na drodze.

4 min read
Professional driving instructor sitting beside trainee in modern vehicle simulator cabin with panoramic screens, soft blue ambient lighting, focused expressions, technical equipment visible in background, editorial photography style

Zaawansowane symulatory jazdy przestają być ciekawostką technologiczną – stają się narzędziem praktycznego szkolenia kierowców w Polsce. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Katowicach prowadzi od lat zajęcia na urządzeniach, które pozwalają ćwiczyć sytuacje niemożliwe do zaplanowania na prawdziwej drodze. Korzystają z nich służby mundurowe, kierowcy zawodowi i młodzież przed egzaminem na prawo jazdy.

Czego nie da się bezpiecznie przećwiczyć na drodze

Jacek Wójcik, specjalista ds. szkoleń i bezpieczeństwa ruchu drogowego w WORD w Katowicach, podkreśla przewagę symulatorów nad tradycyjnymi metodami. „Osobiście po wielu treningach z kierowcami w symulatorze uważam, że ma on pewną przewagę nad płytami poślizgowymi na specjalnych torach” – mówi ekspert. Zwraca uwagę, że na torze po kilku przejazdach kierowca oswaja się z powtarzalną sytuacją, podczas gdy symulator pozwala wciąż zaskakiwać nowymi scenariuszami.

Roman Ruciński z ETC-PZL Aerospace Industries, producenta symulatorów, wyjaśnia kluczową zaletę: możliwość kompresji czasu i sytuacji. „Dzięki symulatorowi możemy w scenariuszach zasymulować takie sytuacje, które zdarzają się rzadko, a prowadzą do poważnych konsekwencji na drodze” – zauważa. W ciągu kilku godzin treningu kierowca może doświadczyć więcej trudnych momentów niż przez kilka lat realnej jazdy.

Przejazd na czerwonym i jazda po lodzie – bez ryzyka

Szczególnie cenne są ćwiczenia niemożliwe do przeprowadzenia w rzeczywistości. Przykład? Przejazd pojazdem uprzywilejowanym przez skrzyżowanie na czerwonym świetle. „Na symulatorze możemy takie rzeczy trenować bez względu na konsekwencje tego, gdy kierowcy coś nie wyjdzie” – opisuje Ruciński. Można powtarzać scenariusz w różnych konfiguracjach, aż do wypracowania właściwych reakcji.

Kolejna zaleta: niezależność od pogody. Kierowca może trenować jazdę w marznącym deszczu, na oblodzeniu czy w gęstej mgle – nie czekając na odpowiednie warunki atmosferyczne. „Wyobraźmy sobie kierowcę wozu strażackiego, który jedzie na interwencję w marznącym deszczu, a nigdy wcześniej nie miał okazji sprawdzić jak ważący 8 ton pojazd zachowuje się na śliskiej nawierzchni podczas podjazdu pod górę” – ilustruje ekspert.

Scenariusze oparte na statystykach wypadków

Instruktorzy z Katowic tworzą scenariusze w oparciu o dane policyjne dotyczące najczęstszych przyczyn wypadków. „Dzięki temu możemy uczyć kierowców dokładnie tego, co na drogach jest najbardziej ryzykowne” – wyjaśnia Wójcik. To przede wszystkim sytuacje na przejściach dla pieszych i skrzyżowaniach.

Szkolenie obejmuje nie tylko prawidłowe zachowanie kursanta, ale też umiejętność obserwacji i przewidywania błędów innych uczestników ruchu. „Można wytrenować lepszą obserwację skrzyżowań i umiejętność unikania wypadków w sytuacji, gdy ktoś nie ustępuje pierwszeństwa przejazdu” – dodaje specjalista.

Kto może skorzystać i dlaczego firmy wracają

W Krajowym Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Katowicach szkolą się strażacy, policjanci, ratownicy medyczni oraz kierowcy ciężarówek. Przychodzą też firmy prywatne i państwowe zlecające zajęcia dla swoich pracowników. Młodzież ze szkół średnich – tuż przed egzaminem lub zaraz po zdobyciu prawa jazdy – również korzysta z symulatorów.

Wójcik zauważa rosnące zainteresowanie ze strony przedsiębiorstw. „Najlepszym dowodem na skuteczność takich działań jest to, że firmy nie kończą na jednym szkoleniu. Że jak już u nas byli ich kierowcy, to zazwyczaj wracają” – komentuje.

Warunek skuteczności: przygotowany instruktor

Ruciński zaznacza, że sam symulator nie wystarczy. „Całe szkolenie musi być pewną spójną całością prowadzącą do edukacyjnego celu” – przestrzega. Wymaga to współpracy producenta urządzenia, twórcy scenariuszy oraz dobrze przygotowanego instruktora, najlepiej z wykształceniem pedagogicznym.

Bez przemyślanego programu i zaangażowania edukatora trening może być mało efektywny. „Zawsze można zrobić to tak: masz pół godziny, to pojeździj karetką po mieście; zobaczysz, jak się samochody rozjeżdżają i robią ci miejsce. Tylko to nie ma sensu” – konkluduje ekspert.


Źródła:

Redakcja Drugi Bieg

Redakcja Drugi Bieg

AUTHOR