Sygnalizator z czerwonym krzyżem. Kierowcy mylą go z zakazem wjazdu
Na paryskich skrzyżowaniach pojawiła się sygnalizacja, która polskich kierowców wprowadza w błąd. Czerwony krzyż na czarnym tle nie oznacza zakazu wjazdu, a zupełnie coś innego. Mandat za złe odczytanie może być dotkliwy.
Polscy kierowcy, którzy wybierają się w trasę po Europie, muszą być przygotowani na lokalne niespodzianki na drodze. Jedna z nich pojawiła się na skrzyżowaniach w Paryżu i już zdążyła zaskoczyć wielu przyjezdnych. Chodzi o sygnalizator z czerwonym krzyżem, który na pierwszy rzut oka wygląda jak zakaz wjazdu, ale w rzeczywistości działa zupełnie inaczej. Kto go zignoruje lub źle odczyta, może słono zapłacić.
Czerwony krzyż na sygnalizatorze – co oznacza?
Na pierwszy rzut oka symbol przypomina znak B-1 (zakaz w ruchu w obu kierunkach), ale umieszczony na sygnalizatorze świetlnym ma inne znaczenie. Jak informuje serwis Interia Motoryzacja, chodzi o sygnalizator, który można spotkać na wybranych skrzyżowaniach w Paryżu. Czerwony krzyż na czarnym tle nie zakazuje wjazdu na skrzyżowanie, ale informuje o czymś znacznie bardziej precyzyjnym. Dla miejscowych kierowców to naturalne, ale dla przyjezdnych – prawdziwa zagadka.
Jak działa sygnalizator z plusem? To nie zakaz wjazdu
Zgodnie z opisem ze źródła, sygnalizator z czerwonym krzyżem (często nazywanym „plusem”) działa inaczej, niż myśli wielu kierowców. Nie jest to zakaz wjazdu na skrzyżowanie, ale sygnał, który dotyczy konkretnego pasa ruchu lub kierunku. W praktyce oznacza to, że kierowca widzący czerwony krzyż nie może kontynuować jazdy w danym kierunku, ale może skręcić w inną stronę – o ile pozwalają na to inne znaki i sygnalizacja. To rozwiązanie stosuje się, by elastycznie zarządzać ruchem na skrzyżowaniach o zmiennym natężeniu.
Mandat za błąd – ile można zapłacić?
Źródło nie podaje konkretnej kwoty mandatu za zignorowanie lub złe odczytanie sygnalizatora z czerwonym krzyżem, ale wiadomo, że we Francji kary za niestosowanie się do sygnalizacji świetlnej są wysokie. W zależności od sytuacji może to być od 135 do 750 euro, a w skrajnych przypadkach nawet utrata prawa jazdy. Dla porównania – w Polsce mandat za przejazd na czerwonym świetle to 500 zł i 15 punktów karnych. Warto więc przed wyjazdem zapoznać się z lokalnymi przepisami.
Inne pułapki na europejskich drogach
To nie jedyna niespodzianka, jaka czeka na polskich kierowców za granicą. Na Słowacji winieta elektroniczna staje się aktywna dopiero po otrzymaniu potwierdzenia zakupu – bez niego jazda płatnym odcinkiem grozi mandatem, który może przyjść nawet kilka tygodni później, bo system monitoringu działa automatycznie. Z kolei na rynku używanych aut elektrycznych pojawia się coraz więcej egzemplarzy z wysokim przebiegiem, ale bateria przy 60 proc. SoH (stanu zdrowia) przestaje być sprawna – to ważne przy zakupie.
Co z tego wynika dla kierowcy?
Przed wyjazdem za granicę warto poświęcić chwilę na sprawdzenie lokalnych oznaczeń drogowych. Sygnalizator z czerwonym krzyżem to tylko jeden z przykładów, jak łatwo o pomyłkę, która może kosztować setki euro. Lepiej dmuchać na zimne i zapamiętać: czerwony krzyż na sygnalizatorze to nie zakaz wjazdu, a sygnał dotyczący konkretnego pasa lub kierunku. W razie wątpliwości – lepiej się zatrzymać i upewnić.


