Przejdź do treści
Wiadomości motoryzacyjne

Stellantis porzuca hybrydy w małych autach. Co to oznacza dla kupujących?

Stellantis rezygnuje z różnorodności napędów w segmencie miejskich samochodów. Od teraz nowe małe modele Fiata i Citroëna będą powstawać wyłącznie jako elektryki. Wyjaśniamy, dlaczego koncern zmienił strategię i co to może oznaczać dla kierowców szukających niedrogiego auta.

4 min read
Abstract editorial composition: a clean, minimalist silhouette of a small city car floating above a calm, reflective surface, with subtle glowing lines underneath suggesting electric current. Soft gradient background in muted blue and grey, no text, no signs, no screens. The car shape is simplified, iconic, seen from a three-quarter angle.

Jeszcze niedawno koncern Stellantis przekonywał, że jego przewagą jest elastyczność – możliwość oferowania w jednym modelu wersji spalinowej, hybrydowej i elektrycznej. Teraz w segmencie najmniejszych samochodów grupa zmienia zdanie. Zapowiedź rezygnacji z wielonapędowości padła podczas kongresu Automotive News Europe. Małe auta miejskie – w tym nowy Fiat i Citroën inspirowany modelem 2CV – będą produkowane wyłącznie jako pojazdy w pełni elektryczne. Interia opisuje tę zmianę strategii. Co kierowca powinien wiedzieć, zanim wyciągnie wnioski?

Dlaczego Stellantis rezygnuje z elastyczności?

Głównym powodem nie jest nowa technologia, ale ekonomia i presja konkurencyjna. Jak podaje Interia, Emanuele Cappellano, odpowiedzialny za region Wielkiej Europy w Stellantis, poinformował, że nowa generacja aut miejskich nie będzie rozwijana jako konstrukcje wielonapędowe. Dotychczasowa strategia – jeden model z różnymi silnikami – przestaje się opłacać w segmencie A (najmniejsze samochody). Utrzymanie wielu wariantów napędowych podnosi koszty produkcji i komplikuje logistykę, co przy niskich marżach na małych autach staje się nie do utrzymania.

Koncern stawia na prostotę: jedna platforma, jeden rodzaj napędu. Celem jest osiągnięcie ceny około 15 tys. euro za samochód. To pułap, który dziś pozostaje poza zasięgiem większości europejskich elektryków. Dla porównania – Renault Twingo Electric startuje z poziomu niespełna 20 tys. euro, a Leapmotor T03 kosztuje około 18 tys. euro. Stellantis chce być tańszy.

Współpraca z Chinami – krok w stronę niższej ceny

Nowa platforma ma być opracowywana wspólnie z partnerami. Jednym z nich jest chiński Leapmotor, z którym Stellantis już wcześniej zacieśnił współpracę. Obie firmy powołały wspólne przedsięwzięcie odpowiedzialne za sprzedaż samochodów Leapmotor poza Chinami, a także uzgodniły współdzielenie zakładów produkcyjnych w Hiszpanii i wymianę technologii. To pokazuje, że szykowane modele nie będą powstawać od zera – koncern korzysta z gotowych rozwiązań, aby obniżyć koszty i przyspieszyć wprowadzenie aut na rynek.

Nie oznacza to jednak, że grupa całkowicie porzuca różnorodność napędów. Jak wynika z materiałów, większa platforma STLA One (przeznaczona dla aut małych, kompaktowych i klasy średniej) nadal ma zachować możliwość stosowania różnych rodzajów napędu. Decyzja dotyczy wyłącznie najmniejszych modeli – tam Stellantis stawia wszystko na jedną kartę: elektryczność.

Co to oznacza dla kierowców?

Dla osoby szukającej niedrogiego auta do miasta zmiana strategii Stellantis ma kilka konsekwencji. Po pierwsze, w nowych modelach Fiata i Citroëna nie będzie można wybrać wersji spalinowej ani hybrydowej – kupujący będzie musiał zaakceptować napęd elektryczny, jeśli chce nowy samochód z tych marek w segmencie A. Po drugie, deklarowana cena 15 tys. euro (ok. 64 tys. zł przy obecnym kursie, choć ostateczna kwota na polskim rynku może się różnić z uwagi na podatki i marże) może uczynić te auta jednymi z najtańszych elektryków w Europie.

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt: w segmencie aut używanych może to oznaczać, że za kilka lat na rynku wtórnym pojawią się stosunkowo tanie elektryki od sprawdzonych producentów, ale ich atutem będzie przede wszystkim cena zakupu, a niekoniecznie zasięg czy wyposażenie. Osoby planujące zakup auta na dłuższy okres powinny zwrócić uwagę na warunki gwarancji baterii i dostępność serwisu. Jak zawsze przy nowej technologii, warto poczekać na pierwsze opinie niezależnych testerów i zobaczyć, jak auta sprawdzają się w codziennym użytkowaniu.

Rynek gęstnieje – walka o klienta

Decyzja Stellantis to odpowiedź na szybko rosnącą konkurencję w segmencie małych elektryków. Producenci tacy jak Renault (Twingo Electric), Volkswagen (ID.1 w przygotowaniu) i chińskie marki (Leapmotor, BYD już oferują tanie modele) zaciekle walczą o klienta miejskiego. Najważniejszym orężem staje się cena, a nie osiągi czy luksus. Stellantis, rezygnując z wariantów spalinowych, upraszcza produkcję i próbuje przelicytować rywali.

Z perspektywy kierowcy oznacza to jedno: wybór nowego małego auta spalinowego lub hybrydowego będzie się zawężał. Coraz więcej producentów przesuwa się w stronę elektryków, a koncerny, które wcześniej chwaliły się elastycznością, zaczynają wybierać jedno rozwiązanie. To trend, który warto obserwować, zwłaszcza jeśli ktoś planuje kupno nowego samochodu za 2–3 lata.

Podsumowując: zmiana strategii Stellantis to decyzja ekonomiczna, a nie technologiczny skok. Nie powinna być powodem do paniki, ale warto o niej pamiętać przy wyborze auta. Jeśli szukasz niedrogiego nowego samochodu do miasta – być może za kilka lat jedyną opcją w wielu salonach będzie elektryk. Wtedy kluczowe stanie się sprawdzenie rzeczywistego zasięgu, kosztów ładowania i warunków gwarancji.

Redakcja Drugi Bieg

Redakcja Drugi Bieg

AUTHOR