Przejdź do treści
Wiadomości motoryzacyjne

Samochód zablokuje jazdę po alkoholu. USA wprowadzają obowiązkowy system

Od 2026-2027 roku nowe auta w USA będą musiały posiadać system wykrywający stan kierowcy i blokujący jazdę po alkoholu. Technologia ma działać pasywnie, bez dmuchania w alkomat – przez kamery i czujniki.

3 min read
Close-up of a car steering wheel with soft red warning light reflecting on polished surface, hands hovering but not touching, dark interior with subtle dashboard glow, sense of technology intervening in human decision, moody automotive lighting, shallow depth of field

Amerykańska ustawa infrastrukturalna z listopada 2021 roku zobowiązała Narodową Administrację Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) do opracowania rozwiązań ograniczających prowadzenie pojazdów pod wpływem alkoholu. Pełna implementacja planowana jest na lata 2026-2027. Oznacza to, że nowe samochody sprzedawane w USA będą musiały posiadać systemy oceniające stan kierowcy i w razie potrzeby blokujące możliwość jazdy.

Jak system będzie działał w praktyce

Kluczowa różnica wobec znanych rozwiązań: kierowca nie będzie musiał dmuchać w alkomat przed uruchomieniem silnika. System ma działać w tle, bez aktywnego udziału użytkownika, analizując jego kondycję i zachowanie. Jeżeli algorytmy uznają, że zdolność prowadzenia pojazdu jest obniżona, samochód może zablokować możliwość jazdy lub ją istotnie ograniczyć.

Producenci rozważają obecnie trzy główne kierunki rozwoju takich technologii. Pierwszy opiera się na kamerach oraz analizie stylu jazdy, w tym reakcji kierowcy, ruchów gałek ocznych czy sposobu operowania kierownicą. Drugi zakłada bezkontaktowe wykrywanie alkoholu, na przykład poprzez czujniki analizujące wydychane powietrze w kabinie albo sensory podczerwieni umieszczone w kierownicy i przyciskach sterujących. Interia Motoryzacja opisuje szczegóły planowanych rozwiązań. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się jednak połączenie obu metod.

Argumenty zwolenników i ich waga

Zwolennicy nowych rozwiązań podkreślają ich potencjał w ratowaniu życia. Według szacunków Insurance Institute for Highway Safety (IIHS) wprowadzenie takich systemów mogłoby zapobiec nawet ponad 9400 zgonom rocznie na drogach. Dla organizacji zajmujących się bezpieczeństwem ruchu drogowego walka z jazdą pod wpływem alkoholu byłaby przełomem porównywalnym z wprowadzeniem pasów bezpieczeństwa.

Istotny argument, zwłaszcza dla amerykańskich statystyk wypadków śmiertelnych. Nie zmienia to jednak faktu, że technologia ta budzi również pytania o prywatność, niezawodność i koszty.

Wpływ na ceny i dostępność aut

Wdrożenie takich rozwiązań zwiększa koszty produkcji aut, co bezpośrednio wpływa na ceny pojazdów. Źródła nie podają konkretnych kwot, ale każdy dodatkowy system – kamery, czujniki, oprogramowanie – to wydatek przenoszony na kupującego. W przypadku aut budżetowych może to oznaczać istotny wzrost ceny bazowej.

Dla polskich kierowców temat ma znaczenie pośrednie: auta z USA trafiają na europejski rynek wtórny, a standardy bezpieczeństwa wprowadzane za oceanem często stają się inspiracją dla unijnych regulacji. Warto obserwować, jak technologia sprawdzi się w praktyce, zanim trafi do Europy.

Co to oznacza dla kierowców

Na razie przepisy dotyczą wyłącznie rynku amerykańskiego i nowych pojazdów. Nie ma mowy o retroficie – wymuszonym montażu systemów w autach już użytkowanych. Nie wiadomo też, czy i kiedy podobne regulacje pojawią się w Unii Europejskiej.

Kluczowe pytanie dotyczy niezawodności: czy system potrafi odróżnić zmęczenie od nietrzeźwości? Czy nie zablokuje auta w sytuacji, gdy kierowca jest trzeźwy, ale np. chory lub zestresowany? Odpowiedzi poznamy dopiero po wdrożeniu technologii i zebraniu danych z rzeczywistej eksploatacji. Do tego czasu warto śledzić doniesienia z USA i oceniać, czy korzyści rzeczywiście przeważają nad niedogodnościami i kosztami.


Źródła:

Redakcja Drugi Bieg

Redakcja Drugi Bieg

AUTHOR