Kłopotliwa droga do dopłaty. Co wynika z problemów programu NaszEauto?
Złożenie wniosku o dopłatę do elektryka w programie NaszEauto to jedno. Otrzymanie pieniędzy to drugie. Przeanalizowaliśmy relację kierowcy, który czekał pół roku na decyzję. Wnioski są praktyczne.
Program dopłat do samochodów elektrycznych NaszEauto miał zachęcić Polaków do zmiany napędu. W praktyce droga od wniosku do pieniędzy bywa wyboista. Jeden z kierowców opisał na łamach Interii swoją sześciomiesięczną procedurę, która unaocznia, gdzie leżą największe przeszkody i czego przyszli beneficjenci mogą się spodziewać.
Pół roku oczekiwania: od grudnia do czerwca
Autor relacji złożył wniosek ostatniego dnia grudnia 2025 r. Powód? Pula środków szybko się kurczyła, a samochód miał jeszcze tymczasowe pozwolenie na użytkowanie. Jak sam przyznaje: „Mój wniosek trafił do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ostatniego dnia grudnia 2025 roku”. Przez kolejne miesiące nie działo się nic – status w systemie pozostawał niezmieniony. Dopiero w połowie maja pojawiła się prośba o korektę: zastąpienie tymczasowego dowodu stałym. 2 czerwca wniosek oceniono pozytywnie, a 11 czerwca zapadła decyzja o przyznaniu dopłaty. Łącznie: prawie sześć miesięcy.
Infolinia i formularz – gdzie tkwią schody?
Z materiałów wynika, że największym wyzwaniem nie był sam formularz, ale komunikacja z operatorem programu. Autor próbował dodzwonić się na infolinię. O 7:35 był 90. w kolejce. O 15:00 – wciąż 35. Udało mu się porozmawiać z konsultantem dopiero następnego dnia, dzwoniąc punktualnie o 7:30. Co istotne: „Formularz tego w żaden sposób nie podpowiadał” – mówi o kwestii zmiany formy zabezpieczenia. Aby zobaczyć alternatywne opcje, trzeba było odznaczyć wcześniejszy wybór. Brak intuicyjności narzędzia wydłużał cały proces.
Zmiana formy zabezpieczenia i decyzja, która… cofa sprawę
11 czerwca, w dniu otrzymania decyzji o dopłacie, system poinformował równocześnie o konieczności kolejnej korekty – właśnie po to, by umożliwić zmianę zabezpieczenia, o którą autor prosił już w maju. Jak opisuje: „Odwołałem wizytę, wróciłem do systemu i skutecznie zmieniłem zabezpieczenie na wpłatę 5 proc. wartości dotacji”. Choć ostatecznie udało się skorzystać z uproszczonej formy, cała sytuacja pokazuje, że decyzje mogą być wydawane, zanim wszystkie kwestie administracyjne zostaną domknięte.
Porównanie z Niemcami i nauka na przyszłość
Autor przywołuje niemiecki urząd BAFA, który „deklaruje rozpatrywanie kompletnych wniosków w ciągu kilku tygodni”. Nie jest to porównanie wprost, bo systemy różnią się skalą i regulacjami, ale pokazuje, że procedury mogą być bardziej przewidywalne. W polskim programie kluczowe wydarzenia „zmieściły się w jednym miesiącu” (maj i czerwiec), reszta to oczekiwanie. Dla kogoś, kto planuje zakup elektryka, oznacza to jedno: warto złożyć wniosek dopiero po uzyskaniu „twardego” dowodu rejestracyjnego, chyba że akceptuje się ryzyko długiego oczekiwania.
Szczegółowy opis całej procedury dostępny jest w artykule Interii opisującym historię wnioskodawcy. Warto go przeczytać przed podjęciem decyzji o udziale w programie.
Co z tego wynika dla kupującego?
Program NaszEauto działa, ale jego obsługa administracyjna pozostawia pole do usprawnień. Z perspektywy kierowcy najważniejsze wnioski są trzy. Po pierwsze: kompletny, stały dowód rejestracyjny to podstawa – złożenie wniosku na „miękkim” dowodzie niemal na pewno wywoła konieczność korekty. Po drugie: warto od początku wybrać uproszczoną formę zabezpieczenia (wpłata 5 proc.), by uniknąć notarialnych formalności. Po trzecie: trzeba liczyć się z kilkumiesięcznym oczekiwaniem, a kontakt z infolinią może wymagać cierpliwości. Ostateczna decyzja o przystąpieniu do programu należy do kupującego – najlepiej po dokładnym zapoznaniu się z regulaminem i realiami opisanymi przez uczestników.


