Przejdź do treści
Mandaty i punkty karne

Kartka za wycieraczką to nie mandat. Czym różni się od kary policji?

Kartka za wycieraczką od prywatnego operatora parkingu to nie mandat. Prawnicy wyjaśniają, czym różni się wezwanie do zapłaty od kary nakładanej przez policję i jak reagować, by nie dać się zastraszyć.

3 min read
A close-up of a car windshield with a parking ticket tucked under the wiper, soft morning light, blurred urban background with parked cars, editorial style, no text visible.

Kierowcy, którzy otrzymali wezwanie do zapłaty za parkowanie na prywatnym parkingu, często czują się bezradni. Tymczasem prawnicy wskazują, że takie pisma mają zupełnie inny charakter niż mandaty nakładane przez policję. Zrozumienie różnicy między tymi dokumentami może uchronić przed niepotrzebnym stresem i wydatkami.

Kartka za wycieraczką to nie mandat

Wezwania do zapłaty zostawiane za wycieraczką lub przysyłane pocztą przez operatorów prywatnych parkingów nie są mandatami w rozumieniu prawa. Jak zaznacza w rozmowie z Interią radca prawny Karol Hojda, „mandat to uproszczona kara za popełnienie czynu zabronionego”. Aby wyegzekwować kwotę mandatu, wystarczy, by urząd skarbowy wszczął egzekucję administracyjną i zajął środki na rachunku bankowym.

W przypadku wezwań od prywatnych firm sytuacja wygląda inaczej. Są to roszczenia cywilnoprawne, które przedsiębiorca może dochodzić wyłącznie na drodze sądowej. Operator parkingu nie ma uprawnień do automatycznego ściągania należności, tak jak robi to Skarb Państwa.

Dlaczego prywatne firmy nie mogą ukarać właściciela auta?

Kluczowa różnica tkwi w odpowiedzialności. W przypadku miejskich stref płatnego parkowania opłatę można bezrefleksyjnie domagać się od właściciela pojazdu. Na parkingach zarządzanych przez prywatne podmioty konieczne jest wykazanie, kto konkretnie zaparkował samochód w danym miejscu i czasie. Z tą właśnie osobą – zgodnie z regulaminem – zawierana jest dorozumiana umowa najmu miejsca parkingowego.

Prywatna firma może uzyskać dostęp do danych właściciela samochodu z CEPIK-u, ale nie jest w stanie ustalić personaliów osoby, która prowadziła pojazd. Jak tłumaczy radca prawny Karol Hojda, „prywatna firma może co najwyżej o to grzecznie poprosić, a my możemy odmówić udzielenia takich informacji”. W praktyce oznacza to, że jeśli właściciel auta nie wskaże kierowcy, operatorowi trudno będzie skutecznie dochodzić roszczeń.

Jak reagować na wezwanie do zapłaty?

Jeżeli zarządca parkingu słusznie naliczył opłatę, bo faktycznie nie została ona uregulowana, należność trzeba zapłacić. Problem pojawia się wtedy, gdy kara została wystawiona bez podstaw. W takim przypadku składanie reklamacji bezrefleksyjnie może działać na niekorzyść kierowcy. Zazwyczaj wymaga ona bowiem podania pełnych danych osobowych osoby kierującej pojazdem, na przykład poprzez formularz internetowy.

Zdarza się też, że w korespondencji od operatorów parkingów pojawia się sugestia rzekomego obowiązku wskazania, kto zaparkował samochód. To próba wykorzystania niewiedzy kierowców – zgodnie z obowiązującymi przepisami taki obowiązek mogą nałożyć wyłącznie uprawnione organy, takie jak policja czy Inspekcja Transportu Drogowego.

Co zrobić, gdy sprawa trafi do sądu?

Nawet jeśli operator parkingowy zdecyduje się skierować sprawę na drogę sądową, szanse kierowcy na obronę są spore. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że sąd oddali powództwo, jeśli właściciel będzie stał na stanowisku, że nie był kierowcą i nie będzie w stanie przypomnieć sobie, komu powierzył pojazd. Warto jednak pamiętać, że każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie, a ostateczna decyzja należy do sędziego.

Najważniejsze, by nie ulegać presji i nie podawać swoich danych osobowych bez zastanowienia. W razie wątpliwości warto skonsultować się z prawnikiem specjalizującym się w tego typu sprawach.

Redakcja Drugi Bieg

Redakcja Drugi Bieg

AUTHOR