Przejdź do treści
Mandaty i punkty karne

Kara z parkingu prywatnego to nie mandat. Co realnie grozi kierowcy?

Kierowcy coraz częściej dostają wezwania do zapłaty od prywatnych operatorów parkingów. Prawnik wyjaśnia, że to nie mandat i radzi, jak reagować.

4 min read
A close-up photo of a car windshield with a single parking ticket stuck under a wiper, blurred background of a parking lot with cars and trees, natural daylight, editorial style, focus on the ticket and glass reflection.

Coraz więcej parkingów przy sklepach, biurowcach i punktach usługowych jest zarządzanych przez prywatne firmy. Kierowcy, którzy nie wyłożą biletu za szybę lub popełnią drobny błąd, otrzymują wezwanie do zapłaty na 100–150 zł. Wiele osób traktuje je jak mandat i płaci, obawiając się poważniejszych konsekwencji. Tymczasem radca prawny Karol Hojda wyjaśnia, że status prawny takich wezwań jest zupełnie inny niż w przypadku kar nakładanych przez policję. Warto wiedzieć, jakie są realne obowiązki kierowcy i kiedy można się bronić.

Prywatny parking to nie strefa płatnego parkowania

Źródło podaje, że prywatne parkingi są obsługiwane przez zewnętrznych operatorów, którzy mają zwalczać zajmowanie miejsc przez osoby niebędące klientami. System często polega na pobraniu darmowego biletu na określony czas (zwykle około godziny), a po jego przekroczeniu trzeba uiścić opłatę. Jeśli kontroler nie znajdzie biletu za szybą, wystawia karę – najczęściej 100–150 zł. Interia opisuje sprawę i podkreśla, że problem pojawia się, gdy kierowca zabiera bilet ze sobą albo pomyli się przy podawaniu numeru rejestracyjnego.

Operatorzy prywatnych parkingów mogą ustalać własne reguły i pilnować ich przestrzegania, ale nie mają takiej swobody, jaką dysponują organy publiczne. W odróżnieniu od miejskich stref płatnego parkowania, opłaty za postój na prywatnym gruncie nie są egzekwowane w trybie administracyjnym. Oznacza to, że kartka zostawiona za wycieraczką czy pismo wysłane pocztą nie jest mandatem w rozumieniu prawa.

Co oznacza wezwanie do zapłaty od prywatnej firmy?

Radca prawny Karol Hojda w rozmowie z Interią jasno stwierdza: „Mandat to uproszczona kara za popełnienie czynu zabronionego”. Aby wyegzekwować mandat, wystarczy, że urząd skarbowy wszczyna egzekucję administracyjną i zajmuje środki na koncie bankowym. W przypadku prywatnych wezwań sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Są to wezwania do zapłaty na rzecz konkretnego przedsiębiorcy, który zarządza parkingiem. Firmy często używają ostrzejszego tonu – straszą wpisem do rejestru dłużników lub przesyłają przedsądowe wezwania do zapłaty. Nie oznacza to jednak, że kierowca jest bezbronny.

Kluczowa różnica polega na tym, że zgodnie z polskimi przepisami do odpowiedzialności można pociągnąć wyłącznie kierowcę, a nie właściciela pojazdu. Prywatna firma może uzyskać dane właściciela z CEPIK-u, ale nie jest w stanie ustalić, kto konkretnie prowadził auto. Jak wynika z materiałów, „prywatna firma może co najwyżej o to grzecznie poprosić, a my możemy odmówić udzielenia takich informacji”.

Czy kierowca musi płacić karę?

Jeżeli zarządca parkingu słusznie naliczył opłatę – bo faktycznie nie została uregulowana – należność trzeba zapłacić. Źródło podaje jednak, że paradoks pojawia się wtedy, gdy kara została wystawiona bez podstaw. W takim przypadku składanie reklamacji bezrefleksyjnie może działać na niekorzyść kierowcy. Wymaga ona bowiem podania pełnych danych osobowych osoby kierującej pojazdem, na przykład przez formularz internetowy. Zdarza się też, że w korespondencji pojawia się sugestia rzekomego obowiązku wskazania, kto zaparkował samochód. To próba wykorzystania niewiedzy – zgodnie z przepisami taki obowiązek mogą nałożyć wyłącznie uprawnione organy, takie jak policja czy Inspekcja Transportu Drogowego.

W praktyce oznacza to, że jeśli kierowca nie zapłaci, a firma uzna, że ma podstawy do dochodzenia roszczeń, sprawa może trafić do sądu. Wtedy jednak to zarządca musi udowodnić, kto prowadził pojazd w konkretnym miejscu i czasie. Z artykułu Interii wynika, że nawet jeśli sprawa trafi na wokandę, sąd może oddalić powództwo, jeśli właściciel będzie stał na stanowisku, że nie był kierowcą i nie będzie w stanie przypomnieć sobie, komu powierzył pojazd.

Jak odwołać się od kary?

Najważniejszą radą płynącą ze źródła jest ostrożność przy podawaniu danych osobowych. Nie warto od razu wypełniać formularzy reklamacyjnych, które wymagają podania imienia i nazwiska kierowcy. Lepiej najpierw sprawdzić, czy kara jest zasadna – na przykład czy bilet faktycznie nie został pobrany lub czy czas postoju nie został przekroczony. Jeśli wezwanie dotyczy sytuacji, w której kierowca miał bilet, ale zabrał go ze sobą, warto zgromadzić dowody (np. paragon, zdjęcie biletu) i dopiero wtedy skontaktować się z operatorem.

W przypadku, gdy kara wydaje się bezpodstawna, a firma domaga się zapłaty, można zignorować pismo. Ryzyko, że sprawa zakończy się skutecznym dochodzeniem należności, jest niskie, o ile właściciel nie wskaże kierowcy. Oczywiście, jeśli parking był faktycznie nieopłacony, lepiej uiścić opłatę, aby uniknąć dalszej korespondencji i potencjalnych kosztów sądowych.

Podsumowanie

Kary za brak biletu na prywatnych parkingach to nie mandaty, ale wezwania do zapłaty na rzecz przedsiębiorcy. Kierowca nie ma obowiązku podawania swoich danych, jeśli nie chce, a firma musi udowodnić, kto prowadził pojazd. Warto zachować spokój, przeanalizować sytuację i nie dać się zastraszyć. W razie wątpliwości można skonsultować się z prawnikiem, ale w wielu przypadkach zwykłe sprawdzenie faktów i ewentualne zapłacenie należności za postój rozwiązuje sprawę.

Redakcja Drugi Bieg

Redakcja Drugi Bieg

AUTHOR