Ile tak naprawdę kosztuje nas paliwo? Porównanie czasu pracy w Polsce i Niemczech
Ceny na dystrybutorach nie oddają pełnego obrazu kosztów paliwa. Instytut Ifo sprawdził, ile minut przeciętny pracownik musi przepracować na litr benzyny. Wyniki pokazują wyraźną różnicę między Polską a Niemcami.
„Same ceny widoczne na dystrybutorach nie oddają pełnego obrazu rosnących kosztów paliw w Europie” – czytamy w analizie Instytutu Ifo. Ekonomiści postanowili sprawdzić, ile czasu pracy przeciętnego obywatela kosztuje zakup jednego litra paliwa. Wyniki dla Polski i Niemiec różnią się znacznie, co przekłada się na budżet polskiego kierowcy.
Czym jest wskaźnik czasu pracy na paliwo?
Zamiast porównywać same ceny w walucie, Instytut Ifo posłużył się bardziej obrazowym miernikiem: liczbą minut, jakie musi przepracować przeciętny pracownik, by zarobić na litr benzyny lub diesla. Jak tłumaczy Interia Motoryzacja, w obliczeniach uwzględniono aktualne ceny na stacjach oraz zmiany poziomu wynagrodzeń na przestrzeni ostatnich dekad.
Ten wskaźnik pozwala ocenić rzeczywistą siłę nabywczą kierowcy. Liczy się nie tylko liczba złotych na paragonie, ale też część dochodu, którą trzeba przeznaczyć na zatankowanie samochodu.
Polak pracuje ponad dwa razy dłużej niż Niemiec
Z analizy Instytutu Ifo wynika, że w kwietniu 2026 roku przeciętny pracownik w Niemczech musiał przepracować około pięciu minut, by kupić litr paliwa. W Polsce czas ten wynosi od 9 do 12 minut, w zależności od rodzaju paliwa. Różnica jest więc wyraźna – polski kierowca przeznacza na zakup tego samego litra ponad dwa razy więcej czasu pracy niż kierowca z Niemiec.
Eksperci z Ifo zwracają uwagę, że od lat 90. XX wieku wskaźnik dla Niemiec wahał się między trzema a sześcioma minutami, więc obecny poziom nadal mieści się w historycznej normie. Dla Polski sytuacja wygląda gorzej, choć – jak zauważają autorzy – poprawiła się w porównaniu z wcześniejszymi latami.
Kto najbardziej odczuwa wysokie koszty paliwa?
Instytut Ifo podkreśla, że problem najmocniej dotyka gospodarstw domowych o niższych dochodach, zwłaszcza tam, gdzie samochód jest koniecznością – na przykład w małych miejscowościach i na wsiach bez dobrze rozwiniętego transportu publicznego. Osoby zarabiające mniej odczuwają wzrost cen paliw w sposób nieproporcjonalny, bo wydatek na paliwo stanowi większą część ich budżetu.
„Ekonomiści zwracają uwagę, że powszechne dopłaty do paliwa często bardziej pomagają osobom zużywającym duże ilości benzyny lub diesla, a więc zwykle lepiej zarabiającym” – czytamy w materiale Interii.
To ważne zastrzeżenie: proste obniżki podatków czy dopłaty do litra mogą nie trafiać tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Dla wielu gospodarstw domowych realnym wyzwaniem jest nie tylko cena na stacji, ale przede wszystkim relacja zarobków do kosztów transportu.
Co to oznacza dla polskiego kierowcy?
Z danych Instytutu Ifo wynika, że przeciętny polski pracownik musi poświęcić blisko 10 minut swojej pracy, by zatankować jeden litr. Przy zbiorniku o pojemności 50 litrów daje to już kilkaset minut – czyli kilka godzin pracy tylko na paliwo. To konkretna wartość, którą warto wziąć pod uwagę, planując zakup samochodu lub szacując miesięczne koszty eksploatacji.
Należy pamiętać, że analiza opiera się na średnich wynagrodzeniach. Osoby zarabiające poniżej średniej – a tych w Polsce jest wiele – będą potrzebować jeszcze więcej czasu. Dlatego przy budowaniu domowego budżetu dobrze jest spojrzeć na paliwo nie tylko przez pryzmat ceny na stacji, ale też własnych dochodów.
Kierowcy, którzy rozważają zmianę samochodu na tańszy w eksploatacji, mogą przeanalizować, ile realnie wydają na paliwo. Dla wielu osób różnica między autem spalającym 6 a 9 litrów na 100 km to nie tylko kwestia ekologii, ale też konkretnych minut pracy.
Decyzja o wyborze auta powinna uwzględniać ten szerszy kontekst. Nie chodzi tylko o to, ile kosztuje litr, ale o to, jak duży wysiłek finansowy trzeba ponieść, by na ten litr zarobić.


