Przejdź do treści
Wiadomości motoryzacyjne

Elektryk z Chin składany w Europie. Czy Xpeng P7+ zmienia reguły gry?

Xpeng P7+ trafi do polskich salonów w cenie od 197 900 zł. Montaż w fabryce Magna Steyr w Austrii omija unijne cła, a architektura 800 V pozwala na ładowanie od 10 do 80 proc. w 12 minut. Sprawdzamy, co to oznacza dla kupujących.

4 min read
Abstract editorial composition: a sleek, modern electric car silhouette in motion on a winding road at dusk, with glowing blue light trails from the charging port symbolizing ultra-fast charging, surrounded by soft bokeh lights and a subtle European landscape hinting at Alpine mountains in the background. No text, no screens, no labels.

Chiński producent Xpeng wprowadza na polski rynek model P7+ w cenie startującej od 197 900 zł. To kwota, za którą trudno kupić dużego elektryka porównywalnych rozmiarów od europejskich marek. Kluczowa różnica polega jednak nie tylko na cenie, ale też na miejscu montażu – od czerwca 2026 roku egzemplarze przeznaczone na Europę będą składane w austriackim Grazu, w fabryce Magna Steyr. Dla kierowcy oznacza to europejski numer VIN i ominięcie unijnych ceł, co bezpośrednio przekłada się na końcową cenę zakupu.

Dlaczego montaż w Austrii ma znaczenie?

Xpeng wysyła do Austrii zestawy SKD (Semi Knocked Down), a finalny montaż i kontrolę jakości prowadzą zespoły Magna Steyr. To ten sam zakład, w którym od lat powstają Mercedesy klasy G, a w przeszłości produkowano tam m.in. modele BMW i Aston Martina. Jak podaje Interia Motoryzacja w pierwszej jeździe Xpengiem P7+, taka strategia pozwala ominąć unijne cła nakładane na gotowe pojazdy z Chin oraz uzyskać europejski numer VIN. Dla kupującego to nie tylko kwestia formalności, ale też potencjalnie wyższej wartości przy odsprzedaży i łatwiejszego serwisowania.

Xpeng P7+ jest trzecim modelem tej marki składanym w Europie – po SUV-ach G6 i G9. Próbna produkcja ruszyła na początku 2026 roku, a pierwsze egzemplarze dla polskich klientów mają trafić do salonów na przełomie lipca i sierpnia. To oznacza, że auto będzie dostępne w sprzedaży jeszcze w tym roku.

Wymiary i przestrzeń jak w segmencie E, cena jak w segmencie D

P7+ mierzy 5071 mm długości, 1937 mm szerokości, a rozstaw osi wynosi 3000 mm. To wartości typowe dla BMW i5, Audi A6 e-tron czy Mercedesa EQE – aut, których ceny startują zwykle od 300 tys. zł. Tymczasem cennik Xpenga zaczyna się od 197 900 zł, czyli mniej więcej tyle, ile kosztuje dobrze wyposażona Skoda Superb 2.0 TSI z napędem na cztery koła. Jak zauważa autor testu, „ta cena sprawia, że patrzymy na ten samochód jak na prawdziwą okazję”.

Bagażnik oferuje 573 litry w standardzie i 1931 litrów po złożeniu tylnych oparć – to parametry na poziomie dużych kombi. Ładowność wynosi 485 kg, a auto pozwala holować przyczepę o masie do 1500 kg. Dla rodzin szukających przestronnego elektryka to istotne informacje.

Ładowanie w 12 minut – czy to realne?

Największym atutem P7+ jest architektura 800 V i maksymalna moc ładowania prądem stałym sięgająca 446 kW (w wersjach z większą baterią). Producent deklaruje, że uzupełnienie energii z 10 do 80 proc. zajmuje 12 minut. Podczas testu redaktor Interii zarejestrował szczytową moc ładowania na poziomie 320 kW przy stanie baterii około 45 proc., co jest wynikiem dalekim od idealnych warunków, ale wciąż imponującym. Dla porównania – większość Tesli Model 3 ładuje się szczytową mocą około 250 kW.

W praktyce oznacza to, że na szybkiej ładowarce kierowca może uzupełnić zasięg szybciej, niż zdąży skorzystać z toalety i kupić kawę. To zmienia postrzeganie elektryków jako aut wymagających długiego planowania postojów.

Wyposażenie standardowe i braki, które trzeba zaakceptować

W podstawowej cenie dostajemy m.in. 20-głośnikowy system audio, wentylowane i podgrzewane fotele przednie z masażem, podgrzewaną kierownicę, indukcyjną ładowarkę 50 W na dwa smartfony oraz elektrycznie domykane drzwi i klapę bagażnika. To wyposażenie, które u niemieckich producentów wymaga zwykle dopłaty w osobnych pakietach.

Minusem jest brak fizycznych przycisków – wszystko, łącznie z otwarciem schowka pasażera i ustawieniem lusterek, obsługuje się z centralnego ekranu 15,6 cala. Jak przyznaje autor testu, „podczas jazdy chciałbym mieć przynajmniej dwa pokrętła i kilka klawiszy szybkiego dostępu”. Ponadto na razie system multimedialny nie ma polskiej wersji językowej, choć importer zapowiada aktualizację przed pierwszymi dostawami.

Kolejną kwestią jest generyczne wnętrze – deska rozdzielcza, boczki drzwi i interfejs ekranu są podobne do wielu innych chińskich aut. Dla jednych to zaleta (czytelność i prostota), dla innych wada (brak charakterystycznego stylu).

Co to oznacza dla kupujących?

Xpeng P7+ pokazuje, że chińscy producenci są w stanie zaoferować auto o wymiarach i wyposażeniu premium w cenie niższej o około 100 tys. zł od europejskich rywali. Montaż w Austrii rozwiązuje problem ceł i daje europejski VIN, co ułatwia rejestrację i serwis. Jednak przed zakupem warto sprawdzić, jak w praktyce wygląda dostępność szybkich ładowarek w regionie, w którym mieszkamy, oraz czy akceptujemy brak fizycznych przycisków i generyczny design wnętrza. Decyzja należy do kierowcy – rynek elektryków w Polsce właśnie zyskał nowego, poważnego gracza.

Redakcja Drugi Bieg

Redakcja Drugi Bieg

AUTHOR