Przejdź do treści
Wiadomości motoryzacyjne

Chińskie marki w Europie. Którym japońskim producentom zaczyna brakować miejsca?

W pierwszym kwartale 2026 roku wśród 30 najpopularniejszych marek nowych aut w Europie znalazło się pięć chińskich i tylko cztery japońskie. Toyota trzyma się mocno, ale Nissan, Suzuki i Mazda muszą liczyć się z rosnącą presją.

3 min read
A minimalist editorial composition showing a stylized European city street at dusk, with a row of sleek modern cars in silhouette. In the foreground, a subtle visual metaphor of a chessboard pattern partially covered by a flowing fabric, suggesting shifting market positions. No text, no signs, no screens.

Rynek nowych samochodów w Europie przechodzi wyraźną zmianę. Chińskie marki, jeszcze kilka lat temu obecne na Starym Kontynencie w śladowych ilościach, dziś regularnie mieszczą się w czołówce rejestracji. Z danych niemieckiej firmy analitycznej Dataforce wynika, że w pierwszym kwartale 2026 roku wśród 30 najczęściej rejestrowanych marek znalazło się pięciu chińskich producentów. Dla porównania – japońskich było już tylko czterech. Toyota wciąż pozostaje niekwestionowanym liderem wśród azjatyckich koncernów, ale reszta japońskiej stawki zaczyna odczuwać realną presję.

Kto zyskuje, a kto traci?

Jak podaje Dataforce, w pierwszym kwartale 2026 roku w Europie (wliczając kraje UE, CEFTA, EFTA i Wielką Brytanię) zarejestrowano ponad 3,52 mln nowych samochodów osobowych. Hegemonem pozostaje Volkswagen z wynikiem 347,2 tys. rejestracji i udziałem 9,81 proc. Drugie miejsce zajęła Skoda (225 tys. rejestracji, 6,4 proc. rynku), a podium zamknęła Toyota z wynikiem 222,2 tys. rejestracji i udziałem 6,3 proc.

W pierwszej trzydziestce znalazło się pięć chińskich marek: MG (17. miejsce, 80,4 tys. rejestracji), BYD (20. miejsce, 74 tys. rejestracji), Jaecoo (28. miejsce, 28,8 tys. rejestracji), Omoda (29. miejsce, 27,7 tys. rejestracji) oraz Leapmotor (30. miejsce, 24,1 tys. rejestracji). Łącznie chińscy producenci odpowiadają już za znaczącą część europejskiego rynku, a ich udział systematycznie rośnie.

Japońskich marek w tym samym zestawieniu jest cztery: Toyota (3. miejsce, 222,2 tys. rejestracji), Nissan (16. miejsce, 89,9 tys. rejestracji), Suzuki (23. miejsce, 48,6 tys. rejestracji) i Mazda (24. miejsce, 47,9 tys. rejestracji). Jak informuje Interia Motoryzacja, w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku Nissan odnotował spadek rejestracji o 10,5 proc., podczas gdy MG zyskało 3,2 proc., a BYD – aż 156,7 proc.

Dlaczego chińskie marki zyskują?

Ekspansja chińskich producentów nie jest przypadkowa. Autorzy analizy wskazują, że szybkiemu wzrostowi popularności marek takich jak BYD sprzyjają m.in. utrzymujące się wysokie ceny paliw, które skłaniają kierowców do rozważenia aut elektrycznych i hybryd. Chińskie koncerny oferują w tych segmentach konkurencyjne cenowo modele, często bogato wyposażone w standardzie.

Duże wrażenie robi też tempo ekspansji koncernu Chery. Dwie należące do niego marki – Jaecoo i Omoda – wdarły się już do pierwszej trzydziestki, a ich skumulowany wynik (ponad 56,5 tys. rejestracji) jest wyższy niż Suzuki i Mazdy. Co więcej, sama marka Chery, obecna w Europie dopiero od roku, zajmuje obecnie 35. miejsce zestawienia z wynikiem 13,6 tys. rejestracji i – jak przewidują analitycy – ma szansę jeszcze w tym roku znaleźć się w top 30.

Co to oznacza dla kierowców?

Rosnąca obecność chińskich marek na europejskim rynku to przede wszystkim większy wybór dla kupujących. Większa konkurencja zwykle przekłada się na korzystniejsze ceny i lepsze wyposażenie w podstawowych wersjach. Dla kierowców rozważających zakup nowego auta oznacza to, że warto przyjrzeć się ofertom producentów, którzy jeszcze kilka lat temu byli w Europie praktycznie nieobecni.

Z drugiej strony, spadek udziału japońskich marek (z wyjątkiem Toyoty) może w dłuższej perspektywie oznaczać mniejszą dostępność serwisu i części dla niektórych modeli. Na razie jednak sytuacja Nissana, Suzuki i Mazdy nie jest dramatyczna – wszystkie trzy marki wciąż mieszczą się w pierwszej trzydziestce i mają ugruntowaną pozycję na wielu rynkach.

Dodajmy, że dane dotyczą nowych rejestracji, a nie całkowitej liczby samochodów na drogach. Japońscy producenci wciąż mają silną pozycję w segmencie aut używanych, a ich modele słyną z trwałości i niskich kosztów eksploatacji. To może być dla wielu kierowców argument, który przeważy nad nowością i niższą ceną zakupu.

Ostateczny wniosek jest jeden: rynek się zmienia, a kierowcy zyskują większy wybór. Warto śledzić trendy, ale przy zakupie auta – nowego czy używanego – kierować się przede wszystkim własnymi potrzebami i możliwościami finansowymi, a nie chwilowymi modami.

Redakcja Drugi Bieg

Redakcja Drugi Bieg

AUTHOR