Chińskie marki chcą kupować europejskie fabryki. Co to oznacza dla rynku aut?
BYD i Xpeng prowadzą rozmowy o przejęciu niewykorzystanych fabryk w Europie, w tym ze Stellantisem i Volkswagenem. Chińscy producenci szukają sposobu na obejście ceł i zwiększenie obecności na europejskim rynku.
Chińscy producenci samochodów coraz poważniej rozważają zakup lub przejęcie europejskich fabryk. BYD prowadzi rozmowy ze Stellantisem dotyczące niewykorzystanych mocy produkcyjnych, a Xpeng sonduje możliwości współpracy z Grupą Volkswagen. To sygnał, że strategia chińskich marek wobec Europy wchodzi w nową fazę – od importu gotowych aut do lokalnej produkcji.
Dlaczego Chińczycy szukają fabryk w Europie?
Stella Li z BYD wprost przyznała, że firma prowadzi rozmowy nie tylko ze Stellantisem, ale także z innymi firmami. Koncern aktywnie poszukuje dostępnych zakładów, które mogłyby wykorzystać wolne moce produkcyjne. Według informacji Bloomberga na krótkiej liście krajów zainteresowanych taką umową znajdują się Włochy i Francja.
Francja jest szczególnie atrakcyjna ze względu na niskie ceny energii elektrycznej, wynikające z dużego udziału elektrowni jądrowych w miksie energetycznym. Istotny czynnik kosztowy dla producentów samochodów elektrycznych. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że przedstawiciele BYD odwiedzili w Europie wiele zakładów, choć szczegóły dalszych planów pozostają tajemnicą.
Stellantis i Volkswagen na celowniku
Stellantis już teraz współpracuje z chińskim Leapmotorem – koncern jest największym pojedynczym udziałowcem tej marki od 2023 roku. Pod koniec bieżącego roku w fabryce w Saragossie, gdzie produkowany jest Opel Corsa, uruchomiona zostanie produkcja chińskiego modelu Leapmotor B10. Na tej platformie bazować ma również nowy SUV Opla, planowany przed końcem 2028 roku.
Xpeng, w którym niewielki pakiet udziałów posiada Volkswagen, już od lutego ubiegłego roku montuje swoje samochody w fabryce Magna Steyr w Grazu w Austrii. Jak donosi Financial Times, firma rozważa przyspieszenie europejskiej ekspansji i poszukuje odpowiedniej lokalizacji we współpracy z koncernem VW.
Współpraca czy samodzielność?
Stella Li pytana o możliwość współdzielenia fabryk zaznaczyła, że BYD wolałby działać samodzielnie, co byłoby łatwiejsze. Sugeruje to, że chińscy producenci nie szukają wyłącznie partnerstw, ale rozważają pełne przejęcie kontroli nad wybranymi zakładami. Taka strategia dałaby im większą swobodę w zarządzaniu produkcją i dostosowywaniu jej do potrzeb europejskiego rynku.
Nie jest jednak pewne, czy działania chińskich firm w Europie stanowią długofalową strategię produkcyjną, czy mają charakter przede wszystkim wizerunkowy. Operacje w Europie wymagają negocjacji ze związkami zawodowymi, uwzględnienia lokalnych kosztów energii i spełnienia wymogów regulacyjnych. Zupełnie inne warunki niż te, do których przyzwyczajeni są producenci w Chinach.
Co to oznacza dla europejskiego rynku?
Przejęcie europejskich fabryk przez chińskie marki może mieć kilka konsekwencji. Po pierwsze, pozwoli im obejść unijne cła na importowane samochody i obniżyć koszty logistyki. Po drugie, umocni ich pozycję jako lokalnych producentów, co może wpłynąć na postrzeganie marek przez europejskich klientów.
Z drugiej strony, taka strategia rodzi pytania o przyszłość europejskich koncernów. Jeśli Stellantis czy Volkswagen będą cedować niewykorzystane moce produkcyjne na rzecz chińskiej konkurencji, może to oznaczać, że ich własne plany rozwoju są mniej ambitne, niż zakładano. Dla pracowników europejskich fabryk kluczowe będzie, czy nowi właściciele utrzymają zatrudnienie i warunki pracy.
Na razie żadna ze stron nie potwierdza konkretnych ustaleń. Rozmowy trwają, a ich wynik pokaże, czy chińskie marki faktycznie zdecydują się na poważne inwestycje w Europie, czy pozostanie jedynie przy sondowaniu możliwości.


