60 lat więzienia za oszustwo na swapie silników. Czy warsztaty boją się już brać zaliczki?
Richard Finley dostał 60 lat za wyłudzenie prawie pół miliona dolarów na wymianach jednostek napędowych. Jego apelacja pokazuje, jak bardzo branża boi się konsekwencji – i co to znaczy dla kierowców, którzy płacą z góry.
Wyobraź sobie, że oddajesz klasyka do warsztatu na wymianę silnika, płacisz z góry kilkadziesiąt tysięcy złotych, a potem przez lata słyszysz tylko wymówki. Brzmi jak koszmar każdego miłośnika motoryzacji. Dla 72 osób ten koszmar stał się rzeczywistością – a ich mechanik właśnie odsiaduje 60 lat więzienia.
Richard Finley, właściciel Classic American Street Rods pod Galveston w Teksasie, został skazany w grudniu 2025 roku za kradzież mienia o wartości ponad 300 tys. dolarów. Jak podaje serwis Jalopnik, Finley specjalizował się w modernizacji klasycznych aut – wymieniał stare silniki na nowsze, obiecywał większą moc i niezawodność. Zamiast tego zabierał pieniądze, a auta chował po magazynach. Części z powierzonych mu pojazdów sprzedawał dalej, a klientów karmił obietnicami przez miesiące, a nawet lata.
Jak działał mechanik, który oszukał 72 osoby?
Prokuratorzy wezwali na świadków 28 z 72 poszkodowanych. Każdy opowiadał podobną historię: najpierw wysoka zaliczka, potem cisza, następnie kłamstwa o postępach prac. Finley nie tylko nie wykonywał zleceń, ale też demontował części z aut klientów i sprzedawał je jako używane. Łączna wartość przechowywanych przez niego pojazdów i części sięgnęła 2 milionów dolarów, a wyłudzonych zaliczek – prawie 500 tysięcy dolarów.
W styczniu 2026 roku sędzia Jeth Jones skazał go na 60 lat pozbawienia wolności oraz nakazał zapłatę blisko pół miliona dolarów odszkodowania. Finley odwołał się od wyroku jeszcze tego samego dnia, ale jego prawnicy do dziś nie złożyli głównego pisma apelacyjnego – mimo kilkukrotnie przedłużanego terminu.
Czy 60 lat to proporcjonalna kara?
W środowisku motoryzacyjnym wyrok wywołał mieszane uczucia. Z jednej strony poszkodowani czują satysfakcję – w końcu ktoś odpowiedział za bezczelne oszustwo. Z drugiej – 60 lat za przestępstwo majątkowe wydaje się niewspółmierne do kar, jakie otrzymują sprawcy poważniejszych przestępstw. Jak zauważa Jalopnik, w Teksasie za zastrzelenie kogoś na podjeździe można dostać 25 lat – czyli mniej niż połowę tego, co dostał Finley.
Sam Finley ma dziś 51 lat. 60-letni wyrok oznacza dla niego dożywocie. Jego apelacja może dotyczyć zarówno błędów proceduralnych, jak i wysokości kary. Sąd apelacyjny może uznać, że sędzia Jones przesadził – ale póki co mechanik siedzi.
Co to oznacza dla kierowców w Polsce?
Sprawa Finleya to ostrzeżenie dla każdego, kto planuje poważny tuning lub swap silnika. W Polsce podobne historie też się zdarzają – warsztaty biorą zaliczki, a potem znika się z pieniędzmi. Różnica polega na tym, że u nas rzadko kończy się to tak surowym wyrokiem.
Dlatego zanim dasz komuś 20, 30 czy 50 tysięcy złotych z góry, sprawdź warsztat w internecie, poszukaj opinii, porozmawiaj z byłymi klientami. I nigdy nie płać całości przed rozpoczęciem pracy. Bo nawet jeśli mechanik nie trafi za kratki na 60 lat, twoje auto i tak może zniknąć na długie miesiące.
Jedno jest pewne: po tej sprawie warsztaty w USA boją się już brać zaliczki. W Polsce też warto zachować czujność.


