4 mld zł na tanie paliwa przepadło? Prezydent blokuje ustawę
Prezydent Karol Nawrocki skierował do TK ustawę o podatku od zysków koncernów paliwowych. Rząd straci 4 mld zł na obniżki cen dla kierowców, a ceny benzyny i diesla już rosną.
Prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych (windfall tax). W praktyce oznacza to, że rząd straci co najmniej 3,8 mld zł, które planował przeznaczyć na sfinansowanie pakietu CPN – czyli dopłat do cen paliw dla kierowców. Tymczasem notowania ropy Brent znów przekraczają 95 dolarów za baryłkę, a gaz w Europie drożeje. Dla polskich kierowców oznacza to jedno: wyższe rachunki na stacjach i żadnych ulg w perspektywie najbliższych miesięcy.
Dlaczego prezydent zablokował ustawę?
Głównym powodem skierowania ustawy do TK jest jej retroaktywność – podatek miał wejść w życie 1 sierpnia 2026 roku, ale obejmowałby zyski firm paliwowych zanotowane od 1 marca, czyli od momentu eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej. Prezydent uznał, że to naruszenie zasady nieretroaktywności prawa. Ponadto ustawa została uchwalona w trybie przyspieszonym, z pominięciem trybu pilnego, który konstytucja zakazuje w przypadku ustaw podatkowych. Trzeci zarzut dotyczy uznaniowego charakteru – podatek liczono od potencjalnych, a nie rzeczywistych zysków, bo sprawozdań finansowych za pierwszą połowę roku jeszcze nie ma.
Minister finansów Andrzej Domański skomentował decyzję krótko: „Prezydent Nawrocki zablokował kolejne 4 mld zł dla budżetu. Zamiast po stronie Polaków stanął po stronie koncernów paliwowych”. Rząd nie ma jednak narzędzi, by odblokować ustawę – TK w obecnym składzie jest sparaliżowany wewnętrznymi rozgrywkami, a jego orzeczenia i tak są przez władzę ignorowane.

Brak pieniędzy na obniżki paliw – co to oznacza dla kierowcy?
Zgodnie z planem Ministerstwa Finansów, windfall tax miał przynieść w tym roku 3,8 mld zł, z czego 2,4 mld zł od samego Orlenu. Te środki miały zasilić pakiet CPN, czyli dopłaty do cen paliw na stacjach – mechanizm podobny do tarcz antyinflacyjnych, który pozwoliłby obniżyć cenę litra benzyny o kilkadziesiąt groszy. Bez tej ustawy rząd nie ma skąd wziąć pieniędzy na kontynuację dopłat. Co więcej, notowania ropy Brent od dwóch tygodni utrzymują się powyżej 95 dolarów za baryłkę, a gaz na hubie TTF kosztuje już ponad 60 euro za MWh – w czerwcu było to 40 euro.
Dla kierowcy oznacza to, że nie tylko nie doczeka się spadku cen na stacjach, ale wręcz musi liczyć się z dalszymi podwyżkami. W razie braku dopłat cena litra benzyny Pb98 może wkrótce przekroczyć 8 zł, a diesla – 7,50 zł. Sytuację pogarsza fakt, że Europa wypełnia magazyny gazu na zimę tylko w 75% zamiast wymaganych 90%, a dodatkowo od 1 stycznia 2027 roku wejdzie całkowity zakaz importu LNG z Rosji.
Konflikt w Zatoce Perskiej – ceny paliw wystrzelą?
Prezydent Donald Trump ponownie nakazał bombardowania Iranu, a blokada Cieśniny Ormuz trwa. To bezpośrednio podbija ceny ropy, gazu i paliw. Co gorsza, Katar przedłużył klauzulę siły wyższej (force majeure) na dostawy LNG do Europy co najmniej do połowy października. Europa przegrywa arbitraż cenowy z Azją, która płaci więcej za gaz. W efekcie magazyny gazu w UE na progu zimy mogą być wypełnione średnio w 75%, a nie w 90%, co przy mroźnej zimie oznacza ryzyko blackoutów i dalszych podwyżek cen energii i paliw.
Rząd tymczasem nie ma planu B – pieniędzy z windfall tax nie będzie, a budżet na dopłaty do paliw właśnie przepadł. Kierowcy w Polsce zostają sami z drożejącą benzyną i dieslem, bez perspektywy ulg w najbliższych miesiącach. Jeśli konflikt w Zatoce nie wygaśnie, ceny mogą jeszcze bardziej odlecieć.


