🔥 Gemini Pro 170 zł -43% CapCut Pro 450 zł -25% do niedzieli Zobacz →
Przejdź do treści
Wiadomości motoryzacyjne

10 tys. zł kary za każde auto. Co z samochodami spalinowymi w UE?

Unia Europejska nie wycofuje się z planu ograniczenia emisji CO₂. Nowe limity mogą oznaczać kary dla producentów sięgające 10 tys. zł za każde auto spalinowe. Artykuł wyjaśnia, jak zmiany w przepisach wpłyną na ceny i ofertę samochodów w najbliższych latach.

3 min read
An editorial style abstract visual metaphor showing a large, dark abstract shape representing a financial penalty looming over a row of small, stylized car silhouettes. The scene is cinematic, with cold blue and grey tones, and an atmosphere of uncertainty. No text, no screens, no signs.

Unia Europejska nie wycofuje się z planu ograniczenia emisji CO₂, a najnowsze propozycje Komisji Europejskiej mogą w praktyce oznaczać nawet 10 tys. zł kary za każde nowe auto spalinowe, które przekroczy limity. Temat dotyczy zarówno producentów, jak i kierowców planujących zakup samochodu w najbliższych latach – od 2027 roku limity emisji znów się zaostrzą, a rynek może odczuć to w cenach i dostępności modeli.

Nowe limity CO₂ a groźba kar

Bruksela powtarza, że głównym narzędziem walki z emisją dwutlenku węgla w transporcie są limity CO₂ dla fabrycznie nowych samochodów. Obecnie toczą się prace nad przeglądem rozporządzenia, które ma określić dalsze zasady dla branży po 2035 roku. Jak wynika z materiałów opublikowanych przez Interię, producenci samochodów ostrzegają, że do 2030 roku średni poziom emisji CO₂ nowych aut sprzedawanych w UE może być o 26 gramów wyższy niż zakładany cel. Jeśli liczba aut elektrycznych nie wzrośnie trzykrotnie, koncerny staną przed perspektywą kar finansowych sięgających „ponad 10 tys. zł za każdy samochód nie spełniający limitów emisji”.

Faktycznie oznacza to, że każdy nowy model spalinowy mógłby obciążać producenta mandatem, który ostatecznie – w jakiś sposób – może wpłynąć na cenniki. Producenci już teraz sygnalizują, że wysokość kar jest nieproporcjonalna do obecnego tempa rozwoju elektromobilności. W ocenie ekspertów, sytuacja może prowadzić do wycofywania z oferty mniejszych, tańszych aut spalinowych.

„Tylne drzwi” dla spalinówek

Komisja Europejska, próbując odpowiedzieć na głosy krytyki, zaproponowała w ubiegłym roku pewne ustępstwo. Od 2035 roku dopuszczono by rejestrację 10 proc. aut spalinowych, ale pod warunkiem ich równoważenia paliwami odnawialnymi i tzw. zieloną stalą. Branża motoryzacyjna określa te propozycje mianem „zakazu rejestracji spalinówek wprowadzanym tylnymi drzwiami”.

Jak w rozmowie z Interią tłumaczył prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego Jakub Faryś, propozycje KE w rzeczywistości nie zmieniają kursu: „Udział samochodów spalinowych na poziomie 10 proc. w warunkach rynków UE oznacza milion aut rocznie. W Europie mamy 20-30 marek motoryzacyjnych. Jeżeli każda z nich będzie chciała utrzymać w ofercie zaledwie 2 modele aut spalinowych, daje to około 60 modeli. To kilkanaście tysięcy sztuk na model. Który z producentów będzie mógł pozwolić sobie na ponoszenie gigantycznych kosztów pełnej homologacji europejskiej modelu dla 15 tys. rejestracji rocznie? To się nigdy nie zwróci”.

Rynek pracy pod presją

Sprawa nie dotyczy wyłącznie nowych technologii i emisji. Za zmianami przepisów stoją realne konsekwencje społeczne. Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA) ostrzega, że do 2035 roku w samych tylko Niemczech pracę w przemyśle motoryzacyjnym może stracić około 225 tys. osób. Przewodnicząca VDA Hildegard Müller przekonuje, że „exodus inwestycji i zatrudnienia nie będzie pozbawiony konsekwencji dla dobrobytu naszego kraju, ani dla jego stabilności społecznej i politycznej”.

W połowie maja odbyło się spotkanie przedstawicieli Volkswagena, BMW i Mercedesa z unijnymi urzędnikami, którego celem była próba wynegocjowania złagodzenia tempa zmian. Na razie jednak nie wiadomo, czy przyniosło ono konkretne rezultaty.

Co to oznacza dla kierowcy?

Dla przeciętnego użytkownika samochodu dyskusje w Brukseli mogą wydawać się odległe, ale w perspektywie dwóch–trzech lat odczuje je na własnym portfelu. Jeśli koncerny zdecydują się płacić kary, a nie inwestować w rozwój aut elektrycznych, ceny nowych spalinówek mogą wzrosnąć. Z drugiej strony, część marek może przyspieszyć wycofywanie popularnych modeli z paliwem wlewanym do baku.

Kierowcy planujący zakup auta w ciągu najbliższych 12–24 miesięcy powinni uważnie śledzić komunikaty producentów i zmiany stawki akcyzy. Póki co nie ma mowy o natychmiastowym zakazie, a przegląd rozporządzenia wciąż trwa. Warto jednak pamiętać, że – podobnie jak przy poprzednich limitach – rynek zwykle reaguje szybciej niż prawo.

Redakcja Drugi Bieg

Redakcja Drugi Bieg

AUTHOR